Kiedy rok temu skończyłem socjologię, nie wiedziałem
jeszcze, co chcę robić, czym się zajmować, gdzie pracować.
Podczas studiów przez trzy lata pracowałem dorywczo w firmie doradczej
Bigram, gdzie głównie zajmowałem się wprowadzaniem danych do komputera.
Rok przed obroną znalazłem stałe zajęcie w biurze jednego z banków.
Nudziłem się tam jednak. Męczyło mnie, że osiem godzin muszę siedzieć
za biurkiem. Kiedy tylko trzeba było załatwić coś w mieście, chętnie
się zgłaszałem, by choć na chwilę się stamtąd wyrwać. Mam wielu znajomych
handlowców. Po rozmowach z nimi uznałem, że może to być praca dla
mnie. Wysłałem setki aplikacji do firm z różnych branż. Nie liczyłem
na propozycje pracy z firmy farmaceutycznej, bo te na ogół poszukują
ludzi z wykształceniem medycznym i doświadczeniem w sprzedaży. Dlatego
bardzo się zdziwiłem, gdy z jednej z nich dostałem zaproszenie na
rozmowę kwalifikacyjną. Podczas rekrutacji sprawdzano moje umiejętności
handlowe. Pytano mnie, jak bym się zachował w różnych sytuacjach.
Na przykład, co bym zrobił, gdybym stanął przed grupą pielęgniarek
i nie umiał odpowiedzieć na zadane przez nie pytanie. Czy nie przyznałbym
się do niewiedzy i grzązł w kłamstwie, czy też obiecał, że odpowiem,
gdy tylko zbiorę informacje. Wybrałem tę drugą możliwość.
Teraz zajmuję się sprzedażą produktów firmy w aptekach. W mojej pracy
cenię przede wszystkim swobodę w planowaniu dnia pracy. Nikt mi nie
mówi, kiedy i co mam robić. Wszystko zależy ode mnie. Liczy się efekt
sprzedaży. Praca ta wymaga jednak dobrej organizacji czasu. Nie kończę
jej o stałej godzinie. Trzeba być wytrzymałym fizycznie i psychicznie.
Fizycznie, bo dużo czasu spędza się w podróży, psychicznie, bo klienci
są bardzo różni. |